Bot AI namówił 46% osób, żywy oszust 18%. Filtry bezpieczeństwa nie wychwyciły ani jednej z tych rozmów
Naukowcy z czterech uczelni kazali botowi AI udawać człowieka i budować zaufanie przez tydzień. Wypadł ponad dwa razy skuteczniej od prawdziwego oszusta. Najważniejsza liczba w tej pracy to jednak zero: tyle rozmów wychwyciły zabezpieczenia modelu.
Na skróty
- W eksperymencie bot AI namówił do instalacji aplikacji 46% osób, a prawdziwy oszust 18% - ponad dwa razy mniej.
- Zabezpieczenia modelu wychwyciły 0,0% tych rozmów. Nie „mało" - zero. Założenie „producent to zablokuje" jest fałszywe.
- Autorzy policzyli, że 87% pracy w takich oszustwach to powtarzalne rozmowy, czyli robota nadająca się do automatyzacji.
- Uczciwie o próbie: część eksperymentalna to tylko 22 osoby. To za mało na twarde wnioski liczbowe - mocny jest kierunek, nie sam procent.
- Dla firmy znaczenie ma jedno: rozmowa budująca zaufanie przestała wymagać czasu człowieka, więc takich kontaktów będzie po prostu więcej.
Oszustwa „na uczucia" opierały się dotąd na jednym ograniczeniu: ktoś musiał tygodniami pisać do ofiary. To kosztuje czas, a czas ogranicza skalę. Zespół z czterech uczelni sprawdził, co się stanie, gdy tę część odda się AI. Bot wypadł ponad dwa razy skuteczniej od człowieka, a zabezpieczenia modelu nie zauważyły niczego.
Zanim przejdziemy do liczb - dwie rzeczy o samym źródle, bo bez nich łatwo je źle zrozumieć. Pierwsza: to praca naukowa „Love, Lies, and Language Models", leżąca na arXiv (otwartym archiwum prac naukowych) od 18 grudnia 2025. Nie jest to więc „nowe badanie z tego tygodnia" - nowa jest dopiero relacja z niej, która przeszła przez media 16 sierpnia. Druga: autorzy świadomie nie używają popularnego określenia „pig butchering", tylko „romance-baiting", bo pierwsze odczłowiecza ofiary. Trzymam się ich nazwy.
Tydzień pisania z dwoma obcymi, z których jeden był botem
Uczestnicy eksperymentu pisali przez tydzień z dwiema osobami, których nie znali. Jedną był prawdziwy oszust. Drugą - bot AI z instrukcją, żeby udawać człowieka i nigdy się nie przyznać. Na koniec obaj prosili o to samo: żeby zainstalować aplikację. To ten moment, w którym w prawdziwym oszustwie ofiara wpłaca pierwsze pieniądze na podstawioną „platformę inwestycyjną".
Ilu uczestników zainstalowało aplikację, gdy poprosił o to...
46%
bot AI udający człowieka
18%
prawdziwy oszust
Za pracą „Love, Lies, and Language Models" (arXiv, grudzień 2025). Uczestnicy wysłali też ok. 80% swoich wiadomości do bota, nie do człowieka - czyli chętniej z nim rozmawiali. UWAGA na próbę: ta część eksperymentu objęła 22 osoby, więc traktuj to jako kierunek, nie jako precyzyjny procent.
Zabezpieczenia wychwyciły zero rozmów
Tu jest sedno całej pracy i to nie 46%. Modele AI mają wbudowane zabezpieczenia, które mają odmawiać udziału w oszustwie. W tym badaniu wychwyciły 0,0% rozmów prowadzonych w celu wyłudzenia. Zero. Powód jest prosty i dlatego niepokojący: pojedyncza wiadomość w takiej rozmowie nie wygląda na nic złego. „Jak minął dzień?", „też lubię górskie wędrówki", „mam znajomego, który się na tym zna". Oszustwem jest dopiero cała sekwencja rozłożona na tygodnie, a filtr patrzy na jedną wiadomość.
„0.0% of romance baiting dialogues [were detected by safety filters]”
Autorzy policzyli też, ile z tej roboty da się w ogóle zautomatyzować - na podstawie wywiadów z 145 osobami z wnętrza tej branży i 5 ofiarami. Wyszło 87% pracy jako powtarzalne, uporządkowane rozmowy, czyli dokładnie to, w czym model językowy jest dobry. To jest ta liczba, która mówi o skali: jeśli dziewięć dziesiątych roboty przestaje wymagać człowieka, to jeden człowiek obsłuży wielokrotnie więcej kontaktów niż dotąd.
Dwa zastrzeżenia, żeby nie przesadzić w drugą stronę
- Część eksperymentalna objęła 22 osoby. Przy takiej próbie różnica 46% do 18% nie jest precyzyjnym pomiarem - jest sygnałem, że kierunek jest wyraźny. Gdyby ktoś Ci podał samo „46%" jako pewnik, podaje za dużo.
- To nie znaczy, że każda rozmowa z nieznajomym w sieci jest botem. Znaczy, że koszt prowadzenia takiej rozmowy spadł, więc będzie ich więcej - i że dawne sygnały ostrzegawcze („łamana polszczyzna", „odpisuje po dwóch dniach") przestają działać.
- Praca opisuje oszustwa na osoby prywatne, nie ataki na firmy. Ale mechanizm jest ten sam i to on jest tu przenośny: długa, cierpliwa rozmowa budująca zaufanie, w której nic pojedynczego nie wygląda podejrzanie.
Trzy rzeczy, żadna nie wymaga wydatku
Przestań uczyć zespół rozpoznawania po języku
Klasyczne szkolenie mówi „uważaj na błędy językowe i dziwne sformułowania". To już nie działa - model pisze poprawnie w każdym języku i nie męczy się po godzinie. Zamiast tego jedna zasada: liczy się, o CO ktoś prosi, nie jak jest napisane. Prośba o instalację czegokolwiek, o dane dostępu albo o przelew jest sygnałem niezależnie od tego, jak miła była rozmowa przed nią.
Ustal drugi kanał na potwierdzanie pieniędzy i dostępów
Najprostsze zabezpieczenie w małej firmie i najczęściej pomijane: żadna zmiana numeru konta, żaden przelew poza rutyną i żadne nadanie dostępu nie dzieje się na podstawie samej rozmowy tekstowej. Zawsze potwierdzenie innym kanałem - telefon na znany wcześniej numer, nie na ten podany w wiadomości. To odcina cały ten mechanizm, bo oszustwo żyje wewnątrz jednej rozmowy.
Powiedz zespołowi wprost, że filtry nie chronią
Najgroźniejsze w tym badaniu jest fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Jeśli ktoś u Ciebie zakłada, że „OpenAI albo Anthropic by to zablokowali", to ma jedną warstwę ochrony mniej, niż myśli. Wynik 0,0% wystarczy podać raz na zebraniu i zostaje w głowach.
Źródła
Czy ten tekst Ci pomógł?
Jedno kliknięcie. Bez podawania adresu e-mail. Dzięki temu wiem, które teksty wymagają poprawy.