Artykuł autorskiGrafika·15 września 2026·9 min

Obraz z AI w trzy sekundy, bez konta i bez opłaty. W pliku nie ma ani słowa o tym, skąd pochodzi

Wygenerowany plik rozłożony na segmenty pokazuje, co naprawdę jest w środku. Jest w nim 604 bajty zwykłych metadanych i nic poza tym - żadnego podpisu pochodzenia, mimo że od sierpnia unijne przepisy każą takie treści oznaczać.

Na skróty

  • Obraz powstaje z polskiego łącza bez zakładania konta i bez płacenia. Zajęło to 2,8 sekundy, plik ma 45 kilobajtów.
  • Plik rozłożony na segmenty wygląda tak. Jest w nim jeden blok metadanych: 604 bajty EXIF-u, czyli tego samego formatu, w którym aparat zapisuje czas i przysłonę.
  • W tych metadanych jest nazwa modelu, którym obraz powstał. Nie ma nic, co przeciętny człowiek odczytałby jako „to wygenerowała maszyna".
  • Podpisu pochodzenia w standardzie C2PA - tego, o którym mówią platformy - w pliku nie ma wcale. Widać to po przejrzeniu pliku bajt po bajcie.
  • Organizacja, która ten standard tworzy, sama pisze, że podpis da się z pliku usunąć, i dlatego dokłada do niego znak wodny.

Trzy polskie słowa wpisane wprost w adres strony i po niecałych trzech sekundach jest gotowy obraz. Bez konta, bez karty, bez ani jednego kliknięcia w zgodę. Plik rozłożony na części odpowiada na pytanie, czy niesie w sobie informację o tym, skąd pochodzi. Nie niesie.

To jest praktyczna strona całej dyskusji o oznaczaniu treści z AI. Można napisać przepis, można ogłosić standard - i nadal plik, który powstaje w trzy sekundy, wychodzi na świat czysty jak zdjęcie z telefonu.

Ile trwa i co dostajesz

Wystarczy darmowy generator działający przez zwykły adres internetowy - wpisujesz opis w adres, dostajesz obraz. Nie wymaga logowania, nie pyta o nic. Pierwszy obraz: pięćset dwanaście na pięćset dwanaście punktów, czterdzieści pięć kilobajtów, dwie i osiem dziesiątych sekundy. Drugi, większy: siedemset sześćdziesiąt osiem na pięćset dwanaście, czterdzieści dziewięć kilobajtów, podobny czas.

To ważne, bo dyskusja o generatorach obrazów toczy się zwykle wokół narzędzi, które wymagają konta i opłaty. Najłatwiej dostępna warstwa tego rynku nie wymaga żadnej z tych rzeczy, a to ona decyduje o tym, ile takich obrazów krąży po sieci.

Jeden blok metadanych, sześćset cztery bajty

Plik JPEG składa się z segmentów, a każdy ma swój znacznik. Po wypisaniu wszystkich widać jedno. Segment z metadanymi jest dokładnie jeden - EXIF, sześćset cztery bajty, ten sam format, w którym aparat fotograficzny zapisuje czas zdjęcia i przysłonę. Reszta to tablice kompresji i sam obraz.

W tym bloku jest ciekawostka: w polu przeznaczonym na producenta aparatu wpisana jest nazwa modelu, którym obraz powstał. Czyli ślad istnieje - tylko trzeba wiedzieć, czego szukać, i mieć czym zajrzeć. Żaden podgląd zdjęć w telefonie nie pokaże tego jako ostrzeżenia.

Zawartość wygenerowanego pliku

604 B

zwykłych metadanych, jak w aparacie

0 B

podpisu pochodzenia w standardzie C2PA

Sprawdzone przez wypisanie wszystkich segmentów pliku oraz przeszukanie bajtów pod kątem znaczników „c2pa" i „jumb". Kontrola metody: ciąg, o którym z góry wiadomo, że w pliku jest, został znaleziony.

Standard, który sam przyznaje się do słabości

C2PA to standard podpisywania plików informacją o pochodzeniu - kto, czym i kiedy coś zrobił. Stoją za nim Adobe, Microsoft, Google i inni, a platformy społecznościowe używają go do automatycznego oznaczania treści. Wygląda to solidnie: podpis jest kryptograficzny, więc nie da się go podrobić.

Ale podrobienie nie jest tu problemem. Problemem jest usunięcie. Organizacja pisze o tym sama, w odpowiedziach na pytania:

C2PA supports durable credentials via soft bindings — such as invisible watermarking or fingerprinting — that can help rediscover the associated Content Credential even if it's removed from the file.
- Coalition for Content Provenance and Authenticity, odpowiedzi na częste pytania, sprawdzone 15 września 2026

Zdanie jest napisane spokojnie, ale mówi rzecz zasadniczą: podpis bywa z pliku usuwany, więc trzeba dołożyć drugi mechanizm - niewidoczny znak wodny - żeby dało się odnaleźć oryginał. To jest przyznanie, że sam podpis nie wystarczy.

Metadane giną łatwiej, niż się wydaje, ale nie w tym miejscu, w którym się tego szuka

Wydaje się oczywiste, że zwykłe ponowne zapisanie obrazu kasuje metadane. Test pokazuje, że nie. Wynik wychodzi odwrotny do oczekiwanego i dlatego stoi tutaj. Plik z wpisanym komentarzem przeszedł trzy operacje: zapis przez format PNG i z powrotem, zmniejszenie o połowę i zwykłe przekodowanie. Komentarz przeżył wszystkie trzy.

Ginie dopiero wtedy, gdy wydaje się wyraźne polecenie usunięcia metadanych. Rzecz w tym, że to polecenie jest w internecie normą, a nie wyjątkiem: narzędzia przygotowujące zdjęcia na strony wycinają metadane po to, żeby plik był lżejszy. Obraz nie traci podpisu przez przypadek. Traci go po drodze, w kroku, o którym nikt nie myśli.

Zrzut ekranu jest osobną kategorią i tu nie ma wątpliwości: zrzut tworzy nowy plik z pikseli na ekranie, więc niczego z oryginału nie przenosi. Nie wymaga to sprawdzania, bo wynika z tego, czym zrzut jest.

Od 2 sierpnia, i dotyczy też tego, kto narzędzia tylko używa

Unijny artykuł o obowiązkach przejrzystości wszedł w życie 2 sierpnia 2026 i nakłada obowiązek oznaczania treści generowanych maszynowo nie tylko na producentów modeli, ale też na firmy, które gotowych narzędzi u siebie używają. Sprawdzony przeze mnie generator nie wkłada do pliku niczego, co ten obowiązek by wypełniało. Odpowiedzialność spada więc w całości na tego, kto obraz publikuje.

Czytaj też

AI Act: najostrzejsze przepisy przesunięto o rok. Ale obowiązek ujawniania AI wszedł 2 sierpnia i dotyczy też małych firm

Przepisy AI Act dla systemów „wysokiego ryzyka" przesunięto z 2 sierpnia 2026 na grudzień 2027.

Źródła

  1. C2PA, odpowiedzi na częste pytania - fragment o usuwaniu podpisu z pliku
  2. Pollinations - generator użyty w teście, działa bez konta przez zwykły adres
  3. Content Authenticity Initiative - inicjatywa prowadzona przez Adobe, w której powstaje standard podpisu

Czy ten tekst Ci pomógł?

Jedno kliknięcie. Bez podawania adresu e-mail. Dzięki temu wiem, które teksty wymagają poprawy.